Obrazy, które widzę, a potem trochę zmieniam

Z ARKADIUSZEM SZWEDEM ROZMAWIA ADAM ŚWIĆ

Ludzie po studiach historycznych zajmują się różnymi sprawami. Jeden jest prezydentem, drugi premierem, trzeci uczy w szkole na wsi. Ty zająłeś się ceramiką artystyczną, bo…

Z tych trzech możliwości najbliżej byłem chyba wiejskiego nauczyciela, ale okazało się, że nikt się po mnie nie zgłosił, a ja - jeśli dobrze pamiętam – nawet nie złożyłem nigdzie podania o taką pracę. Trzeba było więc zająć się czymś innym. Zacząłem karierę w agencji reklamowej, potem pracowałem w działach marketingu różnych firm i pewnie, gdyby było mi tam bardzo dobrze, zostałbym przy tym zajęciu do dzisiaj. Ale chyba brakowało mi pokory, żeby ciągle wykonywać czyjeś polecenia i postanowiłem robić coś na własny rachunek. Pomysłów było dużo i, niestety, wszystkie mało przekonujące. Nie wiem dokładnie, dlaczego padło na ceramikę. W każdym razie podszedłem do tego bardzo „rynkowo”.
Zrobiłem biznes-plan, zbadałem rynek, kupiłem wszystkie książki o ceramice, jakie są w Polsce, przeliczyłem, ile muszę dziennie zrobić garnków - na początku nie przewidywałem niczego innego - i zacząłem. I niestety szybko okazało się, że te plany są zupełnie oderwane od rzeczywistości. Nie sprawdzało się nic. Garnki wychodziły nie takie, jak chciałem, pomijając już założoną liczbę. Po pierwszym wypale pokazałem swoje dzieła żonie, która krótko stwierdziła, że pieniędzy to na pewno z tego nie będzie i zaczęła mi szukać nowego zajęcia. Ale szkoda było już na samym początku dać za wygraną. Kolejne próby okazały się na szczęście krokiem do przodu. Bardzo małym, ale jednak. No i tak powoli, dzięki zbieraniu doświadczeń ze wszystkich stron, zaczęło mi coś tam wychodzić. Szybko przestałem robić garnki i zacząłem doświadczenia z ceramiką trochę bardziej artystyczną. Patrząc z dystansu, widzę, że tym co w największym stopniu pozwoliło mi dojść do tego, co teraz robię, była początkowa zupełna nieznajomość problemów, które muszę pokonać. Począwszy od aspektów technicznych po sposób, w jaki będę sprzedawał swoje prace. Wiem, że jak każdy samouk popełniłem wiele błędów, wiedzę, często podstawową, zdobywałem poprzez wiele doświadczeń. Ale może dzięki temu nie musiałem uczyć się wielu bzdur, które niekoniecznie zaprowadziłyby mnie do miejsca, w którym dziś jestem.

Arkadiusz Szwed
ur. 1969 w Kąkolewnicy na północnej Lubelszczyźnie, ukończył studia historyczne na UMCS w Lublinie (dyplom w 1995 r.). We wrześniu 2008 r. założył własną pracownię Ceramiczną ALEZJA.
Prywatnie fan futbolu, historycznych książek i dyskusji, świetny kucharz, z czego cieszą się m.in. żona Elżbieta i córka Joanna.
Szkło i Ceramika 5 SZTUKA

Co jest w tej pracy najtrudniejsze? Nie pytam o kwestie technologiczne - ale o „proces twórczy”. Nie masz przecież nad sobą szefa, który powie co i jak, sprawdzi, poprawi, pochwali albo zgani.

Jak dla większości ludzi, poza księgowymi i moją żoną, trudne, a może bardziej odpowiednim słowem
byłoby – nieprzyjemne, są dla mnie wszystkie sprawy określane szeroko jako administracyjne. Proces
twórczy to zdecydowanie najprzyjemniejsza część mojej działalności. Są drobne problemy, ale raczej nie
postrzegam ich jako rzeczy niemiłe. Na pewno ważne jest dla mnie, aby dalej doskonalić warsztat, by w końcu dojść do punktu, w którym ręce nadążą za tym, co rodzi się w głowie. Na pewno przydaje się ktoś, kto podpowie, co warto robić, a co nie, bo jest po prostu do niczego. Ale chyba już się przyzwyczaiłem do tego, że pracuję
sam i sam muszę ocenić, czy to, co zrobiłem, do czegoś się nadaje. W takiej sytuacji nie ma do nikogo pretensji, że coś wyszło nie tak.

Bycie jednoosobową firmą wymaga wyjątkowej samodyscypliny. Jak to jest, kiedy się nie chce iść do pracy?

Przyznam się, że nie mam, przynajmniej na razie, tego problemu. Po prostu wstaję rano i idę
do swojej pracy. Pewnie nawet wstaję wcześniej niż wtedy, kiedy pracowałem na normalnym etacie, ale
może to tylko objaw starości. Z wiekiem przecież zapotrzebowanie na sen zmniejsza się, zasadniczo.
Chyba polubiłem jednoosobową działalność. Powoli nawet przestałem być osobą społeczną, przynajmniej w pracy. Po pracy - jak najbardziej.

Pytanie z gatunku tych banalnych: skąd czerpiesz pomysły, co jest twoją inspiracją w tworzeniu?

Być może banalne, ale dla mnie raczej nie najłatwiejsze i to nie dlatego, że moje prace rodzą się w bólach, tylko dlatego że „natchnień” mojejtwórczości jest bardzo dużo. Pomysły czerpię z bardzo wielu stron. Wiem, że trudno dziś stworzyć coś oryginalnego. Najczęściej są to przetworzone obrazy moich obserwacji. Tego, co się wokół mnie
dzieje, co widzę w telewizji, co czytam w książkach. Wiele czerpię także z dokonań artystów, którzy tworzyli w przeszłości. Zdecydowanie jednak więcej z malarzy i pisarzy niż rzeźbiarzy. Raczej trudno mi to zdefiniować jako stan moich emocji. Są to obrazy, które widzę i przetwarzam, i które zdecydowanie bardziej zmierzają w kierunku symboli, porównań i alegorii, wprzęgając w to ceramiczną technologię.

do góry
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl